4 sie 2015

Od Vanessy c.d Taigi

Brak komentarzy:
- Chętnie -odparłam.
Słysząc to Taiga chwyciła dwie szklanki i zaczęła nalewać sok. Ja w tym czasie zajęłam miejsce przy jednym ze stolików i czekałam aż do mnie dołączy.
- Dziś rano bardzo się śpieszyłaś. Pewnie nawet nie widziałaś kogo potrącasz.
Na początku nie zrozumiałam o co jej chodzi, ale po chwili wszystko mi się rozjaśniło.
- Ach, to byłaś ty! Przepraszam, rzeczywiście cię nie poznałam.
Rozmawiałyśmy tak ze sobą aż nasze szklanki nie zostały opróżnione do ostatniej kropli. Spojrzałam na zegarek. Za chwilę zaczną się schodzić klienci. Taiga wstała i zabrała się za czyszczenie naczyń. Chcąc się na coś przydać podniosłam szmatkę i zaczęłam wycierać stolik. Gdy skończyłyśmy porządki stanęłyśmy za barem. Nagle drzwi otworzyły się i pierwszy klient wszedł do środka...
Kilka godzin później przed barem dało się słyszeć głośne szczekanie. Poznałam je. To była Moon. Drzwi otworzyły się i moja suczka wparowała do środka robiąc przy tym niezły bałagan. Szef -który jak na złość akurat teraz musiał wrócić do lokalu- nie wyglądał na zadowolonego. Gdy Moon rzuciła się na mnie i zaczęła lizać po twarzy krzyknął:
- Cresswel! Natychmiast wyprowadź stąd tego kundla!
Posłusznie chwyciłam zwierzaka za obrożę i poprowadziłam w stronę mojego domu. Miałam szczęście, że mieszkam niedaleko. Zastanawiałam się tylko jak to się mogło stać, że pies uciekł mi z domu. Pewnie przez swoją nieuwagę nie zakluczyłam drzwi, a niestety Moon jest na tyle sprytna, że nigdy nie miała problemu z naciśnięciem klamki. Wychodząc z klubu usłyszałam jeszcze groźny krzyk szefa:
- A ty Minist posprzątaj to wszystko!
Było mi głupio, że musiała robić porządek po moim psie. Odprowadziłam suczkę do mieszkania i zakluczyłam drzwi. Gdy wróciłam do lokalu zauważyłam, że Taiga obsługuje już kolejnego klienta, a po bałaganie nie ma nawet śladu.
<Taiga>

Od Taigi Cd. Vanessy

Brak komentarzy:
Wróciłam do siebie i zajęłam się robieniem nowej strony, skończyłam na czas, na moje szczęście. Szybkim krokiem udałam się pod prysznic. Założyłam krótkie spodenki, tenisówki i koszulkę. W rękę wzięłam bluzę po czym założyłam na siebie kask wchodząc na motor. W barze jak zawsze musiałam zacząć przygotowywać wszystko co potrzebne. Czyściłam też szklanki, aby później nie mieć za dużo roboty. W pewnym momencie podeszła do mnie dziewczyna, ta sama na którą wpadłam dzisiaj rano w lesie.
- Coś podać? - Zapytałam, ona jedynie pokręciła przecząco głową
- Taiga tak? - Byłam zaskoczona, że zna moje imię
- Tak - Odpowiedziałam niepewnie, nie spuszczając z niej wzroku - Jednak nie przypominam sobie, żebyśmy się znały - Zauważyłam
- To prawda. Vanessa - Podała mi rękę, a ja ją uścisnęłam - Miałam się do Ciebie zgłosić, od dzisiaj miałam zacząć pracę - Wytłumaczyła, a ja już wszystko zrozumiałam. Wpuściłam ją za bar, odkładając szklankę i szmatkę
- O ile mi wiadomo, na razie będziesz tylko nosić drinki do stolików, ale spoko po tygodniu, może dwóch będziemy się wymieniać - Powiedziałam z lekkim uśmiechem - Napiwkami dzielimy się równo - Wskazałam głową na szklanego słonika - Wszystkie lądują tutaj, lepiej nie zostawiać nic w kasie bo przepadnie - Dodałam zastanawiając się co by tutaj jeszcze powiedzieć.
- Rozumiem - Odpowiedziała również z uśmiechem
- Jak klient się awanturuje od razu zgłaszamy ochronę, nie zwracaj uwagi na zaczepki, ignoruj, to najlepiej działa, i nie zwracaj też uwagi na szefa, lubi.... Podrywać - Przeszły mnie ciarki, gdy przypomniałam sobie wszystkie jego niemoralne propozycję - Ale krzywdy Ci nie zrobi. Mamy jeszcze jakąś godzinę. Soku? - Zaproponowałam

Vanessa?

Od Vanessy c.d Taigi

Brak komentarzy:
-Nie szkodzi -powiedziałam krótko i wyminęłam nieznajomą.
W sumie to chciałam z nią nawet dłużej pogadać. Liczyłam na to, że szybko tu kogoś poznam, a gdy nagle natrafia się okazja to nie mam na to czasu. No cóż, pech to pech. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę ul. Roosvelta. Byłam umówiona na rozmowę o pracę, a byłam już spóźniona. Wprawdzie było to tylko 10 minut ale wiadomo- pierwsze wrażenie najważniejsze. Nie chciałam wyjść na spóźnialską, więc przyśpieszyłam. Weszłam do lokalu i zaczęłam się rozglądać. Nie było tu zbyt wielu ludzi. Jedynie trzech gości kłócących się ze sobą i dziewczyna zmywająca stoliki. Podeszłam do niej:
- Przepraszam. Gdzie jest szef tego baru?
Dziewczyna podniosła głowę i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Ty jesteś Vanessa tak?
- No tak.
- No cóż szef dostał jakiś ważny telefon i wyjechał na parę godzin. Mówił, że jak przyjdziesz to mam ci przekazać, że zaczynasz pracę dziś wieczorem. Będzie tu wtedy Taiga. Ona ci wszystko wytłumaczy.
- Ok -powiedziałam i wyszłam z budynku.
Pomyślałam, że skoro już tutaj jestem to zajrzę do swojego mieszkania i dokończę rozpakowywanie walizek. Weszłam do klatki i ruszyłam schodami na górę. Wprowadziłam się tu wczoraj po południu ale mimo to nie miałam jeszcze czasu porozkładać swoich rzeczy. Miałam nadzieję, że zdążę to wszystko ogarnąć przed pójściem do pracy.
<Taiga?>

Od Taigi

Brak komentarzy:
Po pracy praktycznie rzuciłam się na łóżko, ciesząc się miękką poduszką. Chciałam nie odrywać od niej twarzy. Zasnęłam, jednak nie na długo. Rano obudziła mnie sąsiadka. Ze złością otworzyłam jej drzwi, nawet nie wysłuchałam do końca. Kazałam spadać i nie budzić ludzi. Jak można się domyślić, o dalszym spaniu nie było już nawet mowy. Po kilku minutach leżenia w łóżku i patrzenia na biały sufit, postanowiłam się ubrać i iść trochę pobiegać. Krótkie spodenki, koszulka i buty do biegania. Ruszyłam w stronę lasu, na swoją stałą ścieżkę, zakładałam już słuchawki, kiedy ujrzałam leżący rower i dwójkę ludzi, zapewne był mały wypadek. Podeszłam w ich stronę
- Pomóc? - Zapytałam przyglądając się całej sytuacji
- Nie wszystko jest w porządku - Odezwała się kobietą wstając z ziemi i otrzepując spodnie - Mała stłuczka, nic wielkiego - Zapewniła
- Jest pani pewna? Mogę zadzwonić na pogotowie - Zaczęła, jednak mi przerwała
- Jestem pewna, może pani biec dalej - Machnęła na mnie jedynie ręką. Osoby na rowerze już dawno nie było, a kobieta w średnim wieku ruszyła w swoją stronę. Odwróciłam się chcąc powrócić do swojej czynności, kiedy poczułam, że na kogoś wpadam.
- Przepraszam - Mruknęłam nieco zaskoczona tym, że ktoś podszedł tak blisko mnie

(Ktoś? Bo nudy straszne :p )

Od Róży c.d Luke'a

Brak komentarzy:
Podeszłam do zbiornika na śmieci. Poznałam ten umorusany łeb. Wyciągnęłam szczura za ogon
-Really?-spytałam i wytarłam go chusteczką. Wiercił się, ale potem spokojnie usiadł mi na ramieniu.
-Dzięki za pomoc.
-Nie ma sprawy.
-Twój pies ma świetny węch- powiedziałam.
-Dzięki, Molly to mądra suczka. A ty masz psa?
-Cóż... Tak. Tylko, że on nie jest spokojny. Wczoraj wyważył drzwi i zaczął gonić koty tej Rosjanki- zaśmiałam się, a Luke zrobił to samo- No i jeszcze kilka innych zwierząt. Może mniej niesfornych niż te dwa przykłady, które ci przed chwilą podałam
Weszliśmy do budynku.
-A więc kiedy się wprowadziłeś?
-Dzisiaj rano.
-Ja też jestem tu nowa. Taaa i już mam wrogów. Wiedziałam, że ktoś ma się wprowadzić. Ta wredna baba, której nie lubię plotkowała ze swoją znajomą, że znowu ktoś się wprowadza. Biedne koty, mają taką właścicielkę.
-Dobrze ją poznałaś?- uniósł brew
-Powiedzmy. A) jest Rosjanką B) Darła się, że Goldi, mój pies, coś zrobi jej koteczką. Szkoda, tylko, że ledwo chodzi bez mojej pomocy. Ale to chyba nie ważne
Byliśmy już na schodach na drugie piętro.
-Jak wolisz- chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwałam mu
-Zapewne w piątek już poznasz uroki baru na dole- zaśmiałam się- Na szczęście, u nas na wyższym piętrze nie słychać tych pijaków- ostatnie słowo powiedziałam w moim typowym tonie, kiedy czegoś nie lubiłam.
Otworzyłam swoje drzwi
-Jeszcze raz dzięki za pomoc- kiedy otworzyłam jakże wspaniałe "wrota" Spaniel wpadł mi pod nogi

Luke?

Od Luke'a C.D Róży

Brak komentarzy:
   Zmarszczyłem brwi, przerzucając w głowie dzisiejsze wydarzenia. Przygryzłem wargę w okolicy kolczyka.
   - Niedawno jak wracałem ze sklepu, pod budynkiem jakiś się szwendał - powiedziałem w końcu.
   Dziewczyna w ciągu sekundy się ożywiła.
   - To może być mój szczur! - powiedziała. - Muszę go natychmiast znaleźć!
   Już chciała odbiec, ale zatrzymałem ją, łapiąc za ramię. Spojrzała na mnie pytająco.
   - Pomogę ci - powiedziałem. - Molly, chodź! - krzyknąłem, a obok mnie, w mgnieniu oka, pojawiła się szaro-biała suczka.
   Zamknąłem drzwi na klucz, po czym sprawdziłem czy faktycznie są zamknięte. Następnie szedłem korytarzem razem z nowo poznaną i Molly.
   - Nie boisz się, że ci ucieknie? - spytała szatynka, wskazując na mojego psa, a ja odruchowo podążyłem za jej dłonią. Molly dreptała obok mojej nogi z wywalonym językiem.
   - Nie- odpowiedziałem natychmiastowo. - Ona nie odejdzie ode mnie na krok, gdy jesteśmy poza mieszkaniem, jeśli jej na to nie pozwolę.
   Dziewczyna odpowiedziała mi tylko uśmiechem.
   - A tak w ogóle to jestem Luke - przedstawiłem się, uświadamiając sobie, że tego wcześniej nie zrobiłem.
   - Róża, miło mi - uśmiechnęła się ponowne, a ja ten gest odwzajemniłem.
   Dalsza droga odbyła się w ciszy, a gdy wybiegliśmy na chodnik, zacząłem rozglądać się uważnie, każąc psu szukać. Molly posłusznie wykonała polecenie, a po chwili szczekała jak opętana na jeden kubeł ze śmieciami, z którego nagle wyłonił się mały łebek.

[Róża?]

Od Róży c.d Luke'a

Brak komentarzy:
Od samego rana naprawiałam drzwi, które poprzedniego dnia zostały wyważone, przez moje zwierzaki. Kilka razy udało mi się je usadowić w nawiasach i tyle sama rano z nich wyleciały. Jednak końcowy efekt był taki, że się dopasowały. Została tylko klamka. Odleciała od niej śrubka i teraz lekko odbijała się od drzwi. Udałam się do kuchni i zaczęłam grzebać w szafkach.
-Gdzie to jest!?- zadawałam samej sobie pytanie. Goldi przyleciał i oparł się o blat robiąc smutne oczka.- Nie.- rzuciłam tylko w jego stronę i grzebałam dalej po półkach. W końcu znalazłam tę ch*lerną śrubkę. Teraz czas na poszukiwanie śrubokrętu!
Minęło z pięć minut, postanowiłam poradzić sobie bez owego sprzętu majsterkowicza. Wyjęłam ołówek z torebki i zaczęłam zaciętą „walkę” ze śrubką i klamką. Skończyła się dla mnie jak zwykle: Porażką. Miałam teraz za to dwa ołówki...
Podniosłam się z dębowej podłogi i wzięłam smycz do ręki. Gdy mój psi przyjaciel usłyszał brzęczenie metalowej rzeczy zareagował jak na komendę. Przybiegł do mnie natychmiastowo i nie potrącił żadnej rzeczy! Co dla psa, który jest ślepy na jedno oko, a na drugie zaczyna powoli nie widzieć jest wielkim wyczynem. Pozostałe stworzenia w tym domu zachowywały się spokojnie. Siedziały cicho w swoim klatkach czy terrariach, nawet Szczebrzerząszczek.
Zapięłam Goldi'ego, wzięłam moją granatową torbę i poszłam na zakupy. Jeśli kupowanie żarcia dla zwierząt i śrubokręta można nazwać zakupami...
Wydałam jakieś 30 dolarów. I to tylko na 2 paczki suchej karmy dla psa, 3 paczki dla królika i szczura i witaminy dla ptaków. No, a do tego musiałam użerać się z jedną wredną babą w sklepie!. Pokazuj tej śrubkę, a ta: Może wiertarkę, a mamy jeszcze w promocji to i to!
Kobieto! Nie wiem o ci chodzi, ale ja chcę tylko ten pie*rzony śrubokręt!
Na całe szczęście po 20 minutach przekonywania ją, że chcę tylko wkrętak udało mi się wyjść. Szybko wróciłam do domu i naprawiłam tę klamkę. Widziałam, że trzoda chlewna- jak to raczyła zwać moja babcia- była głodna. Zrobiłam psu mieszankę suchej i mokrej karmy, nakarmiłam królika, Romana i Noe'go. Zorientowałam się, że w klatce nie ma szczura. Mój wzrok padł na węża lecz ten był za chudy. Rozwaliłam całe mieszkanie i nawoływałam go, lecz ten nie przychodził.
Wyszłam na korytarz. Może byłby u któregoś z sąsiadów? Mieszkanie rosjanki i nr.2 odpadają. Pewnie zostałby już zeżarty. Do przeszukania miałam dwóch sąsiadów i puste pokoje. Zaczęłam od najbliższego- nr.5.
Zapukałam do drzwi. Usłyszałam głos, to pewnie ten, co się niedawno wprowadził. Nie jestem najkrócej przebywającą w tym budynku!
Otworzył mi chłopak, jak zawsze- wszyscy są ode mnie wyżsi-pomijając..
-Cześć, sorry, ze przeszkadzam, ale szukam szczura
-Tu są szczury?- spytał bez większych emocji
-Mam nadzieję, że nie, ale ten jest mój. Ma na imię Szczebrzerząszczek
-Oryginalne imię- uśmiechną się
-Dzięki. Muszę go znaleźć zanim pies znowu wyważy mi drzwi- odwzajemniłam uśmiech i powróciłam do pytania- Widziałeś jakiegoś szczura?

Luke?

Widziołeś tu jakigoś szczura?